Skarpetki złuszczające od Lirene, recenzja i efekty dwa tygodnie po zakończeniu złuszczania

Kosmetyki  /  16-05-2019  /  Pani z kropką

Skarpetki złuszczające od Lirene, recenzja i efekty dwa tygodnie po zakończeniu złuszczania

Lato coraz bliżej (mam przynajmniej taką nadzieję). A lato to sandały, a sandały to odkryte stopy. I u mnie pojawia się mały problem. Moje stopy nie są szczególnie zaniedbane, ale szczególnie zadbane też nie są.  chciałabym, żeby były ładne i miękkie i żebym bez wyrzutów i zastrzeżeń mogła nakładać wszystkie śliczne sandałki i cieszyć się efektem. Moim rozwiązaniem w tym roku będą skarpetki złuszczające. Jeśli marzą Wam się piękne stopy na lato, zapraszam do lektury!

Niestety, nie jestem maniaczką dbania o stopy. Robię włosingi, twarzingi (pielęgnacja twarzy zaczyna fascynować mnie coraz bardziej), maluję paznokcie, trochę się bawię mejkapem, a na te stopy, których przez większość roku przecież nie widać, po prostu nie starcza mi czasu! To fizycznie niemożliwe dbać o wszystko... Pedicure od czasu do czasu zrobię, żeby mąż myślał, że mam piękne stópki, a prawdę znam tylko ja! A prawda jest taka, że rewelacji nie ma. Nie ma też tragedii. Mam zgrubienia na podbiciach pięt i na dużych palcach. Podejrzewam, że regularne ścieranie i kremy oraz maski załatwiłyby sprawę, ale ja zwyczajnie tego nie lubię! Nie lubię dbania o stopy, nawet gdybym nie robiła tych włosingów, twarzingów, to i tak bym ich regularnie nie smarowała! Teraz Wy również znacie tej mój mroczny sekret...

 

Ale miało być o skarpetkach złuszczających, tymczasem jedną trzecią strony zapełniłam wynurzeniami o swoich własnych stopach, które na co dzień sama pomijam, a tu się okazało, że temat jest do pisania szalenie interesujący!

 

Zaznaczę jeszcze, że  nie są to moje pierwsze skarpetki złuszczające, ale są najlepsze. Próbowałam BeBeauty z Biedronki - te nie przyniosły żadnego efektu oraz z Holika Holika, które były dobre, ale nie aż tak dobre, ponieważ nie dały sobie rady z piętami. Te od Lirene spełniły moje oczekiwania, dlatego będę je Wam polecać, jako najlepsze. Zabieg zrobiłam w połowie kwietnia, także mogę Wam opowiedzieć, jak dokładnie wyglądał jak jest teraz, czy efekt się utrzymał.

O zabiegu

W opakowaniu mamy dwie nasączone płynem skarpetki. Posiadają regulację przy kostkach, tak aby płyn nie wyciekał i rzeczywiście nie wycieka. Oczywiście, na sam zabieg trzeba sobie zarezerwować czas siedzący, bo w skarpetkach niewygodnie się chodzi raczej nie ma mowy o jakichś większych aktywnościach. To dotyczy wszystkich tego typu zabiegów, te trzy które miałam okazję przetestować w klasyfikacji komfortu maja dla mnie podobne osiągi, nic się nie wylewa, ale trochę chlupoczą,  a poruszanie się ograniczałam do minimum. Polecam założyć na nie normalne skarpetki, żeby ewentualne poruszanie się było bardziej komfortowe.

W opakowaniu od Lirene mamy dwie skarpetki wypełnione płynem, gotowe do zabiegu. Zakładamy je na 40-60 minut na czyste i suche stopy, ja trzymałam godzinę. Po tym czasie wszystko obficie spłukujemy wodą i czekamy na efekty.

 

Złuszczanie

 Po kilku dniach skóra (czekałam na ten moment, z wiarą i obawą, czy nastąpi, to samo napięcie towarzyszyło mi przy wszystkich trzech zabiegach) zaczęła się złuszczać.  Najpierw na środku stopy, tam gdzie jest najcieńsza, na końcu najbardziej problematyczne partie, czyli pięty i zgubienie na dużym palcu. Złuszczanie trwało jakieś półtora tygodnia, może dwa. Na opakowaniu było napisane, że w tym czasie nie powinno się używać żadnych innych preparatów złuszczających bądź mechanicznych narzędzi (nie wiem, czy dobrze się wysłowiłam, mechaniczne narzędzie kojarzy się nieco z piłą, ale miałam na myśli pumeksy i tarki). Częściowo objawiało się takimi “wiórkami” ze skóry, to miało miejsce głównie na piętach, z tych mniej problematycznych obszarów skóra schodziła się większymi partiami. Nie był to najbardziej komfortowy moment, zastanowiłbym się dwa razy nad zbiegiem w letnich miesiącach, kiedy chodzę w sandałach. Stopy nie wyglądały wtedy zbyt wyjściowo i raczej nie chciałabym ich nikomu pokazywać.

 

Około dwa tygodnie po zakończeniu łuszczenia stopy są nadal miękkie i zadbane. Paznokcie maluję teraz na czerwono i osiągnęłam efekt, na którym mi zależało, ładne, zadbane stopy. Myślę, że dla podtrzymania efektu powinnam regularnie używać kremu i tarki, jednak  muszę Wam przyznać, że nie jestem wielką fanką pielęgnacji stóp. Chociaż się staram! Ostatnio częściej nakładam na noc krem, może przyzwyczaję się do tego i włącza w swój wieczorny rytuał pielęgnacyjny.

To były najlepsze skarpetki ze wszystkich trzech jakich używałam. Nie wiem, czego więcej mogłabym się spodziewać. Chyba tylko tego, żeby efekt utrzymał się jak najdłużej. Swoje kupiłam w Leclercu za około 15 zł, ale sprawdziłam w Rossmannie i również są dostępne (w tym momencie 17,99). Jak dla mnie warto! Sprawdzając w Rossku dostępność tych skarpetek, znalazłam jeszcze drugie, a dokładnie skarpetki regenerujące, zabieg wygładzający. Na pewno za jakiś czas je wypróbuję i podzielę się efektami.

 

Tymczasem, do napisania!


 

Wstecz
Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Dowiedz się wiecej Pliki cookies to niewielkie pliki tekstowe przechowywane przez przeglądarkę internetową na urządzeniu użytkownika) m.in. do analizy statystycznej ruchu, dopasowania wyglądu i treści strony do indywidualnych potrzeb użytkownika. Pozostawiając w ustawieniach przeglądarki włączoną obsługę plików cookies wyrażasz zgodę na ich użycie. Jeśli nie zgadzasz się na wykorzystanie plików cookies zmień ustawienia swojej przeglądarki. Akceptuję